Ten blog to miało być miejsce publikacji opowieści pewnej niezwykłej kotki - Marychy , które spisywała przez ponad 15 lat i naszych dysput o wspólnym kocio - ludzkim świecie . Niestety 31 maja tego roku odeszła od nas , nie będzie już dyskusji co najwyżej nasze monologi .
Mam do siebie pretensje , że zajęta własnymi sprawami , z dnia na dzień odkładałam prowadzenie bloga . Była w tak doskonałej formie , że nikt nie spodziewał się jej odejścia .
Koci świat jest mi bardzo bliski , z kilkuletnią przerwą zawsze stanowiły one integralną część mojej rodziny i stanowią nadal , ale Marycha była wyjątkiem . To moja kocia wnuczka , przez większość jej życia mieszkałyśmy razem .
Chyba nie napisałam prawdy , bliska jest mi tylko niewielka część kociego świata , tego gdzie są one integralną częścią ludzkich rodzin . Istnieją one - te domy ,jak się niedawno przekonałam na marginesie prawdziwego kociego świata : kotów bezdomnych , wyrzuconych ,wiejskich , katowanych oraz odrębnego - wolno żyjących .
Wiem , że to my stanowimy margines a nie odwrotnie jak dotychczas sądziłam .
Oto jej opowieść o początku , napisała ją 6 -go maja 2013 r , na potrzeby pewnego forum , gdzie uznała za stosowne się przedstawić .
Mam na imię Marysia i jestem kotką o średnio długiej czarnej sierści, no tak na prawdę to ona jest już trochę ruda i siwa , ale jak moja babcia będzie nakładać takie czarne na włosy to też sobie nałożę pudru do czarnej sierści - bardzo poprawia kolor . Moja mama ma na imię Edycia i jak pierwszy raz otworzyłam oczy to ją zobaczyłam , jak wkrapla mi mleko do pyszczka . Nie była porośnięta futrem i miała taki długi biały ogon na głowie . Moja mleczna siostra Zosia miała tak jak ja ogon z tyłu , dlaczego mama ma na głowie ? Pewnie jak dorosnę to też mi się zmieni - niestety nie zmieniło się , a i mama już nie ma długiego do kolan jasnego ogona na głowie . Jak poszłyśmy do mojego kochanego Weta widziałam jak kot lizał się językiem - wstrętne mnie myje mama ściereczką , a jak się kąpie w pianie to ja też wskakuję do wanny .Jak z nami mieszkała moja mleczna siostra Zosia to też wskakiwała , później brałyśmy prysznic i mama nas suszyła suszarką .Teraz też tak robię , nienawidzę szamponów dla kotów , uwielbiam zapach róż , no odżywka może być . Lubię pachnieć jak mama ,czasami udaje mi się potłuc butelkę z perfumami i wytarzać się w nich .
Mam swoją filiżankę ze spodeczkiem do wody . Przecież nie będę piła z miski jak pies ,mama nie pije z miski . Nie wiem dlaczego się złości jak popijam taki wstrętny brązowy płyn z filiżanek przy gościach i mówi , że jej przyjaciółki nie chcą u nas prze ze mnie pić kawy tylko idą do kawiarni . Mama chciała nauczyć nas korzystać z kuwety ale się nie dałyśmy i korzystamy z sedesu, tak jak mama no na początku kilka razy się w nim wykąpałyśmy , ale co tam.
Powinnam już być babcią bo w tym roku skończyłam 16 lat a ja ciągle jestem mamą . Moja mama przyniosła sobie najpierw dziewczynką a później chłopczyka , takie małe nieporośnięte futrem . Było to osiem i siedem lat temu to i ja też chciałam nieć swoje . Jak Wet przestał mi dawać zastrzyki , bo podobno już byłam za stara i nie mogłam mieć dzieci , jak to dobrze , że mój wet chodził na wagary ,to dopadłam takiego dużego kocura i cztery lata temu też urodziłam dzieci . Moje dwie córeczki i dwóch chłopczyków mieszka po sąsiedzku , a Fredek i Czarnuszek ze mną . Wszystkiego ich nauczyłam ,
nawet tego , że jak się upoluje mysz lub inne mięso to się je wkłada w kuchni do zlewu . Przecież mięso się myje i wkłada do lodówki , a nie rozrzuca byle gdzie .Tylko moja mleczna siostra Zosia się obraziła , że jej nie chciałam dać moich dzieci i sobie poszła do sąsiadów , a co nie mogła sama dopaść kocura ? Teraz już nie mogę bo jestem po kastracji , ale i tak wszystkie kocury w okolicy przede mną uciekają no prawdę mówiąc to psy też . Nie powiedziałam Wam , że mieszkam w dużym domu z piwnicą i ogrodem , w okół też same ogrody i płoty a w nich dziury .Mam wspaniałych przyjaciół.W każdym ogrodzie miska z jedzeniem dla gości . Cudownie .
Pozdrawiam wszystkie koty ich rodziców i opiekunów
Kota Marysia
Tak pisała o zamieszczonym powyżej zdjęciu :
Właśnie wczoraj zamieścili moje zdjęcia , straszne bez wizyty u kociego fryzjera,bez retuszu zrobione telefonem , a kotka w moim wieku potrzebuje trochę przygotowań i fachowej sesji zdjęciowej . Jak można kocicę w średnim wieku fotografować znienacka , okropność , chyba się obrażę i przeniosę do Fredka do szafy , tam jest nawet nie tak gorąco ,niech mnie szukają .
Marysia
Marysia
Tu opowieść o metodach wymuszania wizyt u kociego fryzjera w upalne dni z maja 2013 r .
Właśnie pod pretekstem upału poszłam do sąsiada i leżeliśmy na mokrej trawie , później tarzaliśmy się w świeżo skopanej ziemi .Mama będzie mnie musiała wykąpać ,wypudrować i wyszczotkować .Wtedy zrobi mi zdjęcia i będę miała swój portret . Tatuś mojego przyjaciela kocura Maine Coona - to prawdziwy kocur tak pięknie pachnie kocurzo , ach jak się rozmarzyłam - jak go zobaczył to złapał się za głowę i poleciał po kamerę . Uciekłam , zupełnie nie rozumiem ludzi , przecież ja tylko chcę ładnie wyglądać , po co tyle krzyku o drobną sąsiedzką przysługę . Pozdrawiam wszystkie niezrozumiane kocice .
Marysia.
A oto opowieść jak Marysia chciała zostać babcią z 21 maja 2013r
Wczoraj był u nas sądny dzień i to prze ze mnie. Rano mama założyła mi nowy naszyjnik . myślałam , że wychodzimy z wizytą i czekałam na nowe szeleczki , a tu nic i Czarnuszkowi też założyła . On lubi wszystko co błyszczące przez te sroki co na nie poluje , a mówiłam żeby ich nie zjadał , dobrze że mu przylałam jak chciał jeść pióra , bo może by więcej jeszcze od nich złapał świństwa i jak one kradł wszystko co błyszczące i znosił do domu . Jak wyszłam do ogrodu to synek pomógł mi ściągnąć naszyjnik , bo jaki sens z noszenia biżuterii w ogrodzie i miał dodatkową zabawkę . Poszłam z wizytą do sąsiada , bo u nich coś dziwnego się dzieje i mój przyjaciel jest zamykany w pokoju i nie ma dostępu do całego domu.On jest wielki , a ja mniejsza i dużo sprytniejsza więc się przemknęłam jak sąsiadka niosła miseczkę z jedzeniem do zamkniętego pokoju i zaraz schowałam pod fotelem. Jak wyszła to zobaczyłam taki domek jak mój i kuwetę . W kuwecie leżał malutki kocurek w ubranku miauczał cichutko .Tak bardzo chciałabym już być babcią , że się ucieszyłam z dzidziusia. Wyjęłam go z kuwety , wylizałam i zaniosłam do miski . A on się do mnie przytulał . Musiałam mu pokazać co w tej misce jest i co się z tym robi , trochę zjadł .Zaniosłam go do kuwety i też mu pokazałam co i jak , zrozumiał- bardzo mądre dziecko.nauczę go korzystać z łazienki bo w kuwecie nieładnie pachnie i można się ubrudzić i zarazić takimi wstrętnymi małymi robaczkami - oglądałam je pod mikroskopem i na komputerze - obrzydliwość .Później zaniosłam go na fotel , umyłam to co na wierzchu , wtulił się we mnie i zasnęliśmy. On jest strasznie chudy , sama skóra i wyłażące futro.
Jak się obudził to szukał u mnie mleka , a ja nie mam jeszcze . To go zaniosłam do miseczki z jedzeniem , zjadł / ja nie lubię takiego dla dzieci już też byłam głodna / i do kuwety i poszliśmy spać na fotel . Obudził mnie sąsiad, jak bardzo zdenerwowany oglądał kotka i na mnie krzyczał . Co myślał , że ja jestem głupi kocur co nic o dzieciach nie wie , swoje wychowałam i nigdy nie były takie chude i wyliniałe jak to co ma jego kocur , też coś kocur i dzieci ,kto to widział , pewnie mamę małego zjadł jak się dała , bo na mnie też polował , ale dałam mu taką szkołę , że Wet go szył i teraz się ze mną przyjaźni na nasz koci sposób , nawet go dokarmiam bo jest na diecie wiecznie głodny ,to jak trochę naszego zje nic nam nie będzie , tylko niech nie znaczy terenu bo nie jego . Na to wszystko wpadła moja mama z płaczem i złapała mnie prawie dusząc , ściskała i całowała . W domu założyła mi znowuż naszyjnik i prosiła żebym go nie zdejmowała bo tam pisze , że mam dom . To wszystko przez te moje głupie kocury co do wszystkich biegną na kici kici , teraz już nie będą , a jak tłumaczyłam to głupie nie słuchały . Na to przyszedł sąsiad , mama aż się trzęsła tak się bała , że będzie awantura . A to sąsiad przyniósł puszki z jedzeniem . To dobrze bo z tego wszystkiego nie jadłam przez cały dzień . Włączyli komputer i okazało się , że jest nagrany mój pobyt u mojego nowego wnuczka , dobrze że nie nagrali jak weszłam i nie wiedzą którędy . Sąsiad też mnie głaskał i cichutko mówił jaka jestem śliczna i miła . Darowałam mu te krzyki u niego w domu . Mogę teraz przychodzić do małego jak będę chciała , pewnie zaraz tam pójdę . Jak to miło szarogęsić się w rewirze kocura jak on jest zamknięty w pokoju - co prawda przyjaciel , nie będę zaznaczać rewiru taka nie jestem . Mama jeszcze długo płakała i mnie tuliła i nawet nie denerwowała się jak myłam jej twarz , była słona . I rozumiecie coś z tego .
Marysia.
Te opowieści nie były umieszczone w jej opowieściach .
Na koniec moje wspomnienie tego postu moje wspomnienie o Marysi z 01.11.2014r
Widzisz Marychna te świece , one mają oświetlić Tobie drogę do domu w ten szczególny czas , a te światełka w oddali to świecące oczy Twoich bliskich , oni na Ciebie czekają . Tylko Ty jak zwykle lubisz wszystko mieć pod kontrolą i stale wizytujesz dom . Widzimy Twój cień przemykający po domu i wiemy , że jesteś . Nawet nowi domownicy , którzy Ciebie nie znali reagują na Twoją obecność . Tam za Tęczowym Mostem jest już pełen sił Rambo i Twój syneczek Szopen zwany Fryderykiem . Strasznie przeżyliśmy jego cichutkie odejście . Pielęgnowałyśmy go obie . Ty przeniosłaś się ze spaniem do jego domku i nie udało się go upilnować , odszedł cichutko jak spałyśmy . Rambo przeżył już to swoje lata i był jego czas na wędrówkę za Tęczowy Most , ale Fryderyk zapłacił straszną cenę , za ufność i miłość do ludzi . Tak strasznie rozpaczałaś po jego odejściu . Tak bardzo pomagał nam Twój drugi syneczek , to Pan Kot znajdował Ciebie schowaną w mysiej dziurze i krzykiem nas nawoływał . Wyciągaliśmy Ciebie i karmiliśmy , a on mył i przytulał .
On bardzo potrzebuje Twojej obecności . Zagubił się zupełnie , żaden obcy go nie dotknie bo wtedy zamienia się , w dzikie bardzo groźne zwierzę . Przestał uciekać poza ogród i często siedzi w domu , ucząc Maluchę zasad dobrego wychowania . Bardzo wtedy przypomina Ciebie . Wczoraj słyszałaś jaki koncert dali we trójkę z Fridem pod Twoją różą . TŻ przerażony wybiegł z domu z bronią , myślał że ktoś robi krzywdę kotom . A to tylko nasza trójka czarnuchów śpiewała .TŻ poszedł do siebie płakać , sądził że oni nawołują Ciebie . Pan Kot często śpiewa siedząc na Twoim ulubionym miejscu . Dziękuję , że sprowadziłaś do domu Frida . Jak wyszedł do dzieci , nie zwracając uwagi na kręcące się wokół psy i ludzi : brudny , poraniony i chory nie mogłam uwierzyć , że to on . Pamiętasz ten straszny zamęt , jak odszedł Jurek . Z Zosią się niezbyt lubiłyście , ale Frid i Ty to była ogromna przyjaźń . Niewiele zostało z : wesołego , figlarnego szelmy , który z Tobą słuchał bicia serduszek moich wnuków i usypiał je mruczeniem , w brzuszku u mamy , poza jego szelmowskim wyglądem . Pomyliłam się z jego datą urodzenia . On zaraz skończy 13 lat , u weta podobno pozostał jedynie wpis o jego urodzeniu , bo jego Mama leczy się u nich nadal , a ja nie mogę znaleźć jego książeczek po przeprowadzce . Pewnie TŻ schował i nie pamięta gdzie . Strasznie brakuje mi Twojej pomocy w domu . Zawsze miałyśmy zorganizowany co do minuty dzień . Budziłaś nas jeszcze przed budzikiem , nawet TŻ potrafiłaś zmusić do wstania . Nie ma już wspólnych śniadań - właściwie to nie ma ich wcale . Tylko kotki dostają jeść , TŻ śpi do czasu wyjścia do pracy i warczy na próby budzenia . Sama rano myję zęby kotkom , szczotkuję je i pudruję . Pan Kot przychodzi sam i nagania Maluchę , Alka robi awantury a Frid wygląda jakby mu było wszystko jedno , ale muszę go siłą trzymać . Ty byś to załatwiła kilkoma łapkoczynami .Jak 17 lat temu , TŻ zaczął rozrzucać swoje rzeczy po całym domu , nie ma już kto ich wywlekać na schody i na środek salonu . Pamiętasz jak tłukłaś po głowach i wrzeszczałaś na nasze wnuki przy lekcjach , jak się ślimaczyły , w naszym domu w piątki po południu . Zawsze był czas na długie spacery i szalone zabawy . Teraz wszystko się rozłazi , tylko Pan Kot bez przekonania usiłuje podtrzymywać tradycje . Je razem z Maluchą w jadali z nami , Frid i Ala każde u siebie . Domaga się pójścia na spacer i zabaw . Jego naśladuje Malucha . Frid bawi się wyłącznie z Maluchą , z nami i dziećmi nie chce . Lubi położyć się w pobliżu dzieci i obserwować co robią . No to już widzę jakbyś go pogoniła , za wyłamywanie się od obowiązków rodzinnych . Ala do nas zupełnie nie pasuje , ona powinna być wyłącznie jedynaczką . Jedynie Pana Kota toleruje , Maluchę gryzie i bije z pazurami , a Frida tylko dlatego nie , bo się go boi .Wiecznie zła i niezadowolona . Jak jest sama bo Malucha na górze z Fridem a Pan Kot na wybiegu , to jest miła i miziasta . Przychodzi na kolanka , przytula się . W obecności innych kotków gryzie i drapie . Teraz jak jest zdrowa , powinnam podjąć decyzję o znalezieniu jej odpowiedniego domku . Pamiętasz , Ty kiedyś podjęłaś decyzje za mnie . Jak umarła nadzieja na znalezienie Frida , to Ruda namówiła nas na przerasowaną utytułowaną białą Pseudo Arystokratkę . Alka to kropka w kropkę charakter Chamidła . Tylko raz skatowała Pana Kota mimo Twoich wielokrotnych napomnień i postawiłaś sprawę jasno . Chamidło won z domu . Jest szczęśliwa , mieszka z ludźmi , którzy do dzisiaj nie rozumieją dlaczego dostali od nas tak : cennego , pięknego i miłego kota . Kotka nadal zdobywa tytuły na światowych wystawach , bo oni dostali na jej pkt.fioła , a my jesteśmy szczęśliwi , że nie musimy znosić jej złości i fochów . Teraz to ja muszę podjąć jakąś decyzję i ponosić za nią odpowiedzialność . Marycha , zaraz wysiadamy - popatrz tak rozmawiając zawiózł nas TŻ prawie 400km., tam gdzie zaczęła się historia naszej rodziny , na groby istniejące wyłącznie na mapkach narysowanych przez dziadków . Jak co roku zapalimy im lampki , żeby wiedzieli że o nich pamiętamy i przypomnieli im drogę do domu , prześpimy noc w hotelu ze zgrają kocistych i dzieci . Jutro dalej śladami naszych bliskich a wieczorem powrót do domu . Pomóż mi ogarnąć to logistycznie .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz